Ruiny Pałacu w Kopicach na Opolszczyźnie, nieopodal Grodkowa skrywają w sobie różne historie: od pięknych i romantycznych, po smutne i tragiczne.
To w tym, kiedyś przepięknym neogotyckim pałacu, zwanym „Pałacem na wodzie“, mieszkała pewna Pani, nazywana „Śląskim Kopciuszkiem“.
W tym artykule poznacie niezwykłą historię Joasi – ubogiej dziewczynki, która swoją dobrocią i skromnością oczarowała potężnego hrabiego. Dzięki niemu, jej życie zmieniło się nie do poznania, została bowiem dziedziczką jego ogromnego majątku, a jako dorosła kobieta zamieszkała w tym właśnie pałacu. Brzmi jak bajka, ale ta historia wydarzyła się naprawdę. Czy ma szczęśliwe zakończenie? Oceńcie sami.
Joasia urodziła się 29 kwietnia 1842 roku, w Porembie (dziś dzielnicy Zabrza), w ubogiej śląskiej chacie chłopskiej. Jej rodzice byli bardzo biedni. Ojciec Johann Gryzik pracował w hucie cynku u największego, śląskiego przedsiębiorcy Karola Goduli – zwanego “królem cynku”, a matka Antonia (z domu Hain) pracowała dorywczo przy różnych zajęciach. Tuż po urodzeniu drugiego dziecka, córki Karoliny, zmarł ojciec obu dziewczynek i wdowa z dwójką małych dzieci została bez źródła utrzymania. Trudna sytuacja finansowa sprawiła, że kobieta ponownie wyszła za mąż. Nowy związek ze Stephanem Schieroniem niestety nie należał do udanych. Mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nad kobietą. Gdy zmarł, matka dziewczynek wyszła za mąż po raz trzeci. Jej mąż, Joseph Bonk, nie zgodził się wziąć na utrzymanie dwójki jej dzieci. Biedna Antonia mogąc zabrać do nowego małżeństwa tylko jedną z córek, zdecydowała starszą Joasię oddać pod opiekę swojej znajomej, która była gospodynią w domu Karola Goduli.
Ten jeden z najbogatszych ludzi w ówczesnej Europie był wizjonerem, pracoholikiem, dziwakiem i samotnikiem. Nazywano go “Diabłem z Rudy”, sądząc, że zaprzedał duszę Lucyferowi, bo przecież nikt normalny, nie będący bogatym szlachcicem czy arystokratą, nie mógłby dorobić się takich pieniędzy jak on. Za sprawą jego wyglądu, ludzie się go bali. W młodości Karol padł ofiarą okrutnego napadu, w wyniku którego miał oszpeconą przez paskudne blizny twarz, kłopoty z poruszaniem się, utykał na prawą nogę, miał niewładną lewą rękę i był wykastrowany. Sprawców tego strasznego napadu podobno nigdy nie odnaleziono.
“Król cynku”, z racji wyglądu, zdecydowanie stronił od ludzi, a tym bardziej od dzieci, które widząc go, dokuczały mu , wyzywały go i rzucały w niego kamieniami.
Jakim cudem zgodził się przyjąć do swego domu czteroletnią Joasię? Nie wiadomo. W każdym razie dziewczynka się go nie bała, a wręcz bardzo go pokochała. Pewnego dnia nazbierała mu polnych kwiatów i powiedziała: “to dla wos panie Godula, bo jo wos kochom”.
Karol był tak zaskoczony i ujęty bezpośredniością Joasi, że postanowił otoczyć ją swoją opieką. Zaangażował dla niej prywatnego nauczyciela, który codziennie przychodził uczyć dziewczynkę.
Na dzień przed swoją śmiercią, w kwietniu 1848 roku, sporządził testament, zapisując cały swój majątek sześcioletniej dziewczynce.
W testamencie podał także szczegółowe informacje dotyczące dalszego kształcenia Joanny. Wykonawcą testamentu został jego dobry przyjaciel, doradca i prawnik – Maksymilian Scheffler, który zarządzał potężnym majątkiem do czasu uzyskania przez Joannę pełnoletności.
Oczywiście treść kontrowersyjnego dokumentu stała się prawdziwą sensacją, a krewni Goduli próbowali obalić testament. Gdy im się to nie udało, wysyłali groźby pod adresem dziewczynki, organizując podobno nawet zamachy na jej życie.
Obawiając się o jej bezpieczeństwo Maksymilian Scheffler umieścił dziewczynkę w klasztorze Urszulanek we Wrocławiu, gdzie kontynuowała naukę. W wieku 16 lat (otrzymawszy staranne wykształcenie) opuściła klasztor i zamieszkała w domu Schefflera.
Atrakcyjna, dobrze wykształcona właścicielka 19 kopalni galmanu (rudy cynku), 40 kopalni węgla kamiennego, kilka hut cynku i kilku majątków ziemskich była adorowana przez wielu kawalerów.
Wybrankiem jej serca okazał się starszy od niej o 11 lat hrabia Hans Ulrich Schaffgotsch. Co prawda nie był on bardzo bogaty, ale pochodził ze znanego i szanowanego rodu. Podobno była to miłość od pierwszego wejrzenia. Joanna, otrzymawszy z rąk króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV tytuł szlachecki i nazwisko Gryzik von Schomberg-Godulla, w wieku 16 lat poślubiła 27-letniego Hansa.
Małżonkowie zamieszkali we Wrocławiu, skąd przeprowadzili się do nabytego w 1859 roku (i przebudowanego w latach 1863-65) pałacu w Kopicach (Schloss Koppitz). Do pałacu należało także spore założenie pałacowo-parkowe z 10 stawami, ogrodami kwiatowymi i warzywnymi, palmiarnią i obiektami folwarcznymi.
Pałac posiadał też ogród zimowy, a drzewa tropikalne w palmiarni sięgały aż 17 metrów wysokości. Przed pałacem rozpościerały się kwiatowe dywany o przeróżnych wzorach i barwach, liczne fontanny, po alejkach biegały hodowane przez hrabiego daniele. Dziś w różnych mediach, w tym np. na Facebooku można zobaczyć jak przepięknie wyglądał pałac i jak wyglądali, w co się ubierali i co jedli jego mieszkańcy. Ja nie chcąc “pożyczać” cudzej własności wygenerowałam sobie obrazki w AI, jak pięknie mogło tu być. Resztę może dopowiedzieć wyobraźnia 🙂
Hrabina szybko stała się gwiazdą salonów i damą licznych orderów, a jej majątki przynosiły kolosalne zyski.
Joanna pomnożyła odziedziczony majątek siedmiokrotnie, angażując się w liczne przedsięwzięcia ekonomiczne i społeczne. Dzięki jej hojności powstało wiele szkół, kościołów, szpitali oraz sierociniec w Bytomiu. Na rok przed śmiercią spełniła swoje życzenie, dokonując ponownego pochówku szczątków Karola Goduli w Szombierkach.
Joanna Schaffgotsch zmarła w Kopicach w 1910 roku. Pochowano ją w mauzoleum obok tamtejszego kościoła parafialnego. Pięć lat później obok niej spoczął jej mąż. Mauzoleum i kamienne sarkofagi miały być miejscem ich wiecznego spoczynku. Niestety, ani Joanna ani Hans Ulrich nie zaznali po śmierci wiecznego spokoju. Ich bajkowa opowieść kończy się prawdziwym horrorem.
Po roku 1945 splądrowano (i wbrew wciąż błędnie powielanym opowieściom, nie zrobili tego czerwonoarmiści) nie tylko Pałac, ale i rodzinne grobowce i sarkofagi. Zmumifikowane zwłoki Joanny i Ulricha wyciągnięto z grobowca i “dla zabawy” ustawiono przy pobliskiej knajpie. Później miały długi czas poniewierać się po parku, a nawet pływać w pałacowej fosie. Zrobili to niestety nowi, powojenni mieszkańcy Kopic, przesiedleni z Kresów Wschodnich na tereny “ziem odzyskanych”.
Podobnie potraktowano miejsce spoczynku pozostałych członków rodziny Schaffgotsch, a mianowicie grobowiec w głębi parku. Jeszcze pod koniec lat 70-tych ubiegłego wieku w jego wnętrzu znajdowały się pootwierane trumny i porozrzucane, zmumifikowane szczątki potomków Joanny i Hansa Ulricha. Obraz we wnętrzu krypty grobowej był makabryczny.
Jakby tego było mało w październiku 1956 r. pałac podpalono. Spłonął dach, zawaliły się stropy. Po pożarze, nawet lokalne władze przestały się nim interesować. Jedynie miejscowi wynosili ze zgliszczy co się jeszcze dało. Młodzież zabawiała się latami zbijaniem resztek ocalałej pięknej sztukaterii, ubijaniem głów rzeźbom i wspinaniem gdzie się tylko dało.
Później nadeszły lata “prywatnych miłośników sztuki”, którzy wywozili po nocach ocalałe jeszcze rzeźby, posągi i fontanny. Po politycznych przemianach końca lat 80-tych XX wieku, w roku 1990 pałac wraz z 54 hektarami parku i licznymi stawami, ówczesny naczelnik Gminy Grodków sprzedał (za śmieszną sumę równowartości dzisiejszych 5000 złotych, rozłożoną w dodatku na wieloletnie raty) krakowskiemu biznesmenowi, który niestety nie przeprowadził tu żadnych prac remontowych, nie zabezpieczył ani pałacu ani otaczającego go terenu, natomiast wywiózł wszystko to, co przedstawiało jeszcze jakąkolwiek wartość: marmurowe schody, granitowe posadzki, czy kotły grzewcze z pałacowych piwnic.
Jeśli chodzi zaś o szczątki rodziny Schaffgotsch…
W 1977 roku, ówczesny proboszcz parafii w Kopicach, nawiązał kontakt z prawnukiem Joanny i Hansa Ulricha mieszkającym w Niemczech. Poinformował go o strasznym stanie grobowca znajdującego się w głębi parku, o zniszczonych trumnach, rozrzuconych, zmumifikowanych szczątkach jego krewnych. Za zgodą rodziny Schaffgotsch, proboszcz pozbierał szczątki i pochował je w zbiorowej, symbolicznej mogile tuż obok grobowca Joanny i Ulricha (na przykościelnym cmentarzu). Koszty pochówku i postawionego pomnika pokrył hrabia Hans Ulrich Schaffgotsch (1927-2009) – prawnuk Joanny i Hansa Ulricha.
Niestety, wiosną 2017 r. kopicki proboszcz Jarosław Szeląg usunął wszystkie nagrobki (nie przeprowadzając wówczas jakiejkolwiek ekshumacji) znajdujące się na przykościelnym placu, w tym także znajdujący się w bardzo dobrym stanie, ufundowany w roku 1977 nagrobek Schaffgotschów. Kopicki proboszcz tłumaczył swoją decyzję złym stanem technicznym nagrobków.
Pod koniec 2019 roku udało się przeprowadzić ponowną ekshumację zbiorowej mogiły Schaffgotschów, a ich szczątki złożyć do drewnianej trumny, włożonej do kamiennego sarkofagu hrabiego Hansa Ulricha wewnątrz odrestaurowanego mauzoleum, którego remont zakończył się w grudniu 2021 roku.
Właścicielem grobowca jest Parafia Rzymskokatolicka w Kopicach, która rozpoczęła starania od 2017 roku wraz ze społecznikami i hobbystami historii Śląskiego Kopciuszka ratowania tego zabytku i przywracania historii tego regionu i rodziny Schaffgotsch.
Dziś kolejny już inwestor działa na terenie ruin, co uda się ocalić, skoro większość jest nie do ocalenia? Czas pokaże.
Teren jest ogrodzony, nie ma do niego wstępu, ale wciąż można tu spotkać spacerowiczów, którzy chcą ten bajkowy niegdyś obiekt zobaczyć choć z zewnątrz.
Ja także ostatnio zatrzymałam się tutaj na spacer. Pochodziłam wokół stawu i po parku, nieopodal którego znajdują się zachowane w nieco lepszym stanie od Pałacu, zabudowania folwarczne, gdzie kiedyś znajdował się m.in. budynek dawnej gorzelni Schaffgotschów.
Spacerując po Kopicach natknęłam się na taki budynek, obok pałacu. Nie byłabym sobą, gdybym nie weszła do środka, ale pana od galerii i sali kominkowej nie było w domu i nie udało mi się z nim porozmawiać i zobaczyć jakimi “skarbami” dysponuje. Pooglądałam jedynie to co zgromadzono na zewnątrz, z widokami na ruiny pałacu.
Na koniec przespacerowałam się do odrestaurowanego mauzoleum, znajdującego się tuż przy kościele parafialnym. Mauzoleum czynne jest w niedziele od kwietnia do września w godzinach 09:00-15:00, zatem pewnie tu wrócę, aby pochylić się nad szczątkami rodziny Joasi, która z całą pewnością nie zasłużyła na tak okrutne potraktowanie po śmierci.