Pod koniec kwietnia 2023 roku, na zaproszenie właścicieli Mariny Gliwice miałam okazję płynąć po Kanale Gliwickim 75-osobowym statkiem pasażerskim o tanecznej nazwie Foxtrot, który jak się później okazało ma już 90 lat, choć wcale na tyle nie wygląda.

To bardzo fajna przygoda i atrakcja, nie tylko dla rodzin z dziećmi, ale także wycieczek szkolnych, firm, a nawet dla zakochanych ❤️

Foxtrot wraz ze sprowadzoną tu ze Szczecina 60 letnią Dziewanną na 200 osób cumuje w Marinie Gliwice, przy przystani turystycznej Portu Gliwice na Kanale Gliwickim. O przeprawie Dziewanny ze Szczecina do Gliwic, Kapitan pewnie mógłby napisać obszerną książkę (na pewno opowie Wam o tym na statku).

Port Gliwice jest, jakby to napisać … nietypowy. Znajduje się tu stacja kolejowa, na którą wagonami przybywają towary, by później odjechać stąd na tirach i odwrotnie. Te kontenery nie są przeprawiane drogą wodną! Prawda że dziwne? No ale niestety, nasze drogi wodne nie nadają się do tego typu przepraw, a zmiana tego stanu wymaga raczej upływu dużej ilości wody z wielu rzek.

Port, uważany za najnowocześniejszy i najbardziej uniwersalny port śródlądowy w kraju, jest naprawdę DUŻY. Znajduje się tu terminal celny, wolny obszar celny, baza magazynowa, parkingi i liczne biura. Za halą H znajduje się Marina Gliwice. Jej właściciele mają plany przeniesienia przystani w nowe, bardziej dostępne turystycznie miejsce przy ul. Portowej. Będzie tam możliwość skorzystania z gastronomii, odpoczynku wśród zieleni, z możliwością rejsów statkami, wypożyczalnią motorówek, kajaków i innych łodzi wchodzących w skład floty.

Oferta Mariny jest naprawdę szeroka i atrakcyjna. Na największych statkach, w całym sezonie trwającym od kwietnia do października, odbywają się rejsy turystyczne, a także rejsy tematyczne, jak choćby kulinarne i muzyczne. Statki mają wówczas piękny wystrój i efektowne dekoracje stosowne do okazji. Poza tym, można tu zorganizować imprezy urodzinowe z cateringiem i atrakcjami dodatkowymi, wesela, wycieczki szkolne, firmowe, kameralne uroczystości rodzinne, a nawet romantyczne rejsy we dwoje.

Mi bardzo spodobał się Lansjer – jednostka pływająca typu houseboat, przeznaczona do żeglugi rekreacyjnej, z eleganckim wnętrzem, idealnie nadającym się na romantyczną kolację, zaręczyny, wieczór panieński czy wytworny obiad służbowy. Wypożyczenie go możliwe jest tylko ze sternikiem. Na pokładzie można obejrzeć galerię zdjęć z budowy Kanału Gliwickiego i jego stan obecny na różnych odcinkach.

Profesjonalna załoga rodzinnej Mariny prowadzi szkolenia dla chcących wypożyczyć sprzęty pływające nie wymagające żadnych uprawnień, a dla tych, którzy chcą wypożyczyć łódź motorową z większym silnikiem organizuje szkolenia motorowodne z egzaminem na patent Sternika Motorowodnego.

Najdalsze rejsy organizowane są aż do Kędzierzyna-Koźla. My wypłynęliśmy na rejs z dwoma śluzowaniami, przez Śluzę Łabędy (z różnicą poziomów wynoszącą 4,2 m), Kolonię Kormoranów, przez Śluzę Dzierżno aż pod przepiękny Pałac w Pławniowicach.

To była niesamowita okazja by oprócz atrakcyjnej oferty Mariny poznać trudną historię Kanału Gliwickiego, bardzo ciekawie opowiedzianą przez Kapitana statku.

Po drodze mijaliśmy Hutę żelaza w Łabędach z ciągnącymi wydawałoby się w nieskończoność budynkami walcowni stali z 1848 r., gdzie produkowano m.in. czołgi na licencji radzieckiej, elementy armat i łodzi podwodnych. To właśnie tu w 1882 r. zamontowano pierwsze w Europie elektryczne oświetlenie!

Huta Łabędy wybudowana została przez wrocławskiego przemysłowca Moritza Izaaka Caro i pierwotnie nosiła nazwę Hermina, od imienia jego synowej, żony Roberta Caro. Żydowska Rodzina Caro była bardzo znana na Górnym Śląsku. Siedzibą dyrekcji Huty była Willa Caro – dziś jeden z pięciu oddziałów Muzeum w Gliwicach.

Kiedy Hitler doszedł  do władzy i dowiedział się, że właścicielami huty są Żydzi odebrał im hutę, przekazując ją Hermannowi Göringowi, który stworzył tu jeden z najnowocześniejszych zakładów zbrojeniowych w Europie o nazwie “Hermann Göring”. Produkowano w nim amunicję dla Wehrmachtu, a nawet korpusy do bezzałogowych pocisków rakietowych V1 i V2. W czasie wojny w hucie pracowało około 20 tys. jeńców, mieszkających w znajdującym się nieopodal obozie pracy Laband/Łabędy.

Na ten niezwykle ważny dla Hitlera zakład podczas II wojny światowej nie spadła żadna bomba. Pomogło to oczywiście Armii Czerwonej, która wchodząc tu w marcu 1945 r. do końca listopada nie wpuściła na teren huty ani jednego Polaka. Rosjanie wywieźli stąd dosłownie wszystko, nawet owe korpusy V1 i V2. Twórcę rakiety V2 przejęli Amerykanie.

Wracam do historii Kanału Gliwickiego, bo budynki huty w końcu zostały za mną. Był on budowany w niezwykle mrocznych czasach. W 1933 r. Hitler obiecując likwidację bezrobocia wymyślił program robót publicznych, w wyniku którego dobrowolnie około 6 tys. ludzi ręcznie kopało koryto kanału. Wybudowano go w rekordowym tempie. W listopadzie 1933 r. wbito tu pierwszą łopatę, a za nią 6 tysięcy łopat, a później kolejne i kolejne.

Jak opowiadał Kapitan, mieszkający nieopodal rolnicy za dwie marki dziennie wywozili stąd każdego dnia wykopywaną ziemię. Celowo stosowano pracę ręczną, by dużej liczbie ludzi przez dłuższy okres czasu zapewnić stałą pracę. Na trasie kanału zlikwidowano ok. 60 domostw. Führer nie szczędził pieniędzy na jego budowę, a dając pracę wielu ludziom wzmocnił swoją pozycję i władzę. Propagandowo budowa ta była środkiem zjednującym społeczeństwo i umacniającym pozycję Hitlera, który wywłaszczając mieszkańców domów przebiegających przez trasę kanału zapewniał im przesiedlenie do nowych domów.

Budowa prowadzona z wielkim rozmachem pełna była inżynieryjnych nowinek. Przykładowo jedną z kilku wielkich śluz kanału uszczelniano słoniną.

W grudniu 1939 r. na otwarcie kanału imienia Adolfa Hitlera o długości 41,2 km przyjechał Rudolf Hess. Odtąd, Kanałem na potęgę spławiano ze Śląska do III Rzeszy węgiel i stal, a także inne towary, pewnie też i taką barką, mijaną po drodze, nazwaną Byk.

Tyle smutnej historii, wpłynęliśmy bowiem do Kolonii Kormoranów, gdzie gniazdują mewy, czaple, bieliki i około 900 innych osobników. To dziewiczy i kompletnie niedostępny z lądu teren sąsiadujący z Jeziorem Dzierżno Duże. Dzięki porze roku i małej ilości liści na drzewach mogłam zobaczyć (po zwinięciu dachu Foxtrota) wiele wysoko ulokowanych mieszkań gwarnych ptaków, które niestety znacznie trudniej było uchwycić do zdjęć z pokładu statku.

Niewątpliwie, największą atrakcją dla całej grupy, była przeprawa przez śluzę Dzierżno. To czwarta pod względem wysokości śluza w Polsce.

Śluza Dzierżno umożliwia pokonanie różnicy poziomów wody wynoszącej 10,2 m. To tzw. śluza szybowa. Dwie bliźniacze komory, o wymiarach 71 m długości i 12 m szerokości, oddzielone peronem, umożliwiają śluzowanie statków i zestawów złożonych z pchacza i barki. To było niesamowite przeżycie – opadać w dół ponad 10 m i obserwować w jakim niesamowitym tempie napełnia i opróżnia się ten gigantyczny zbiornik!

Jak widzicie, podczas takiego rejsu nie brakuje wrażeń. Szkoda tylko, że woda znowu jest okropnie zanieczyszczona. Niestety momentami kolor wody przypominał kolor podawanej na pokładzie zielonej (na szczęście pysznej) zupy groszkowej.

Czy wiecie , że z Gliwic można dopłynąć do Amsterdamu, Paryża, a nawet do Marsylii ?

Trzecia śluza (w Rudzieńcu, z różnicą poziomów 6,25 m) znajduje się już za Zespołem Pałacowo – Parkowym w Pławniowicach z lat 1882-1885, do którego dopłynęliśmy. Pałac wygląda przepięknie i na pewno go odwiedzimy! Tak właśnie rodzą się w mojej głowie nowe pomysły na kolejne wycieczki 🙂

Filmik z rejsu dostępny jest na Tik Toku Milusiowej Mamy:

@milusiowa_mama Ale #kanał Ciekawe czy znacie #historia Kanału Gliwickiego? Ja dzięki rejsowi na #foxtrot #statek poznałam niezwykle trudną hstorię związaną z jego powstaniem. Będziemy pisać na #blog o #Marina #Gliwice ! #Ahoj #rejs #port #rzeka #kapitan #kajaki ♬ France Accordion Swing – MIZUSATO Masaki