11 km od Opola, w Gminie Dąbrowa znajduje się wieś Dąbrowa Niemodlińska. Często przez nią przejeżdżamy, gdy wyruszamy w dalsze podróże, ponieważ tuż za nią znajduje się zjazd na autostradę A4 w Prądach w kierunkach na Wrocław i Katowice. Wieś jak wieś – jeśli tylko przez nią przejeżdżasz nie masz świadomości jakie skarby i tajemnice w sobie kryje …

Dąbrowa Niemodlińska – widok na Kościół św. Wawrzyńca

A ta wieś kryje w sobie prawdziwe skarby! Dziś na świecie wciąż trwa epidemia Koronawirusa, ale kiedyś szalały po świecie inne epidemie jak choćby dżuma czy cholera zbierające straszne żniwo. Kiedyś, epidemia cholery zdziesiątkowała ludność wsi położonych w okolicach naszej Dąbrowy. Podobno, dziwnym zbiegiem okoliczności, zaraza nie dotknęła żadnego z mieszkańców wsi. Na tą cześć około 1720 r. Hrabia Ferdynand Maksymilian von Tschetschau-Mettich ufundował wsi rzeźbę św. Jana Nepomucena z drewna polichromowanego. Figura (pozbawiona rąk i bez atrybutów) z głową zwróconą w prawo, w kierunku wsi, znajduje się tuż przed bramą wjazdową do liczącego ponad 400 lat niezwykłego Zamku.

Dziś niestety, zwiedzanie jego wnętrz możliwe jest tylko okazjonalnie. Nam się to kilkukrotnie udało (za sprawą pasjonatów prowadzących Stowarzyszenie Dąbrowskie Skarby, którzy raz na jakiś czas organizują tu zwiedzanie), dlatego dzielimy się z Wami naszymi zdjęciami Zamku, który w środku, niestety z roku na rok jest w coraz gorszym stanie.

Przy wejściu na dziedziniec znajduje się oryginalna płyta z 1615 r. Szkoda, że reszta się tak dobrze nie zachowała lub nie została podobnie odnowiona
Na parterze znajduje się wystawa starych sprzętów. Są tu również fotografie zamku z różnych okresów i zdjęcia mieszkańców wsi przekazywane przez mieszkańców gminy (tych zdjęć nie mamy, bo kto by wtedy pomyślał, że założymy bloga)

To, że zamek nie jest dostępny do zwiedzania na co dzień sprawia, że jest jeszcze bardziej tajemniczy, co za każdym razem gdy tam jesteśmy uruchamia naszą wyobraźnię. A bywamy tam dość często 🙂

Budowa, na zlecenie rodziny Tschetschau-Mettich, trwała dwa lata: od 1615 do 1617 r. Pierwotnie zakładano, że budowla przyjmie charakter zamku obronnego, ale w końcowym efekcie, ze względu na brak jednego skrzydła, przyjęła kształt rezydencjonalny. Do dziś, z wcześniejszej budowli (tu do obejrzenia na starych widokówkach), pozostało jedno skrzydło i wieża wjazdowa. To świetne miejsce na spacery, a przepiękna sceneria o każdej porze roku i przy każdej pogodzie ma swój niepowtarzalny klimat. Okna budowli są w różnorodnych rozmiarach, kształtach i proporcjach.

okna widziane od zewnątrz
okna wewnątrz dziedzińca nocą

A jak spojrzycie w górę dostrzeżecie kręcone kominy! To architektoniczna rzadkość w Europie!

Milusia jak była mniejsza, mówiła, że te kominy wyglądają jak wafelki lodów. Lodami były chmurki, które jej zdaniem, znajdowały się na tej samej wysokości co kominy.

Kiedyś wymyśliłyśmy taką historyjkę, że jeśli jakaś chmurka wpadnie do zamku przez otwór w kominie, to wnętrza i komnaty zamku ożyją, podobnie jak krążące po zamku duchy przodków (z rodów Mettichów i z rodu Hochbergów, których posiadłości rozciągały się od Książa po Pszczynę). Wtedy dawni właściciele, czy to w bogato zdobionej stiukami sali balowej, czy np. w bibliotece o olbrzymim księgozbiorze, delektują się zapachem wybornych podniebnych lodów. Wiosną lody mają zapach bzu i kwiatów, które rosną w przepięknym parku wokół zamku. Latem, lody pachną śliwkami i jabłkami, dojrzewającymi na drzewach wokół zamku.

Podczas ostatniego spaceru z Milusiem pachniało tu głównie burzą. Nam klimat bardzo się podobał, ale psu chyba nie za bardzo … może to te zamkowe duchy go wystraszyły? A może pioruny? W każdym razie, Miluś w pewnym momencie uciekł nam za bramę zamku i musieliśmy za nim w deszczu biegać po wiosce.
Dostaliśmy nauczkę, żeby nawet w teoretycznie bezpiecznym miejscu nie spuszczać go ze smyczy !

Trochę szkoda, że Mila już tak podrosła i nie pamięta tej wymyślonej bajki, mogłaby dodać do niej kolejny rozdział.

Tym razem, przez burzę, małego uciekiniera i “deszcze niespokojne” długo po parku nie pospacerowaliśmy, ale znamy go dość dobrze i mamy stąd sporo zdjęć. Park liczy ok. 20 ha i jest w przeciwieństwie do zamku zrewitalizowany i zadbany. Są tu ławeczki, lampy, koszone alejki, domki dla owadów i budki lęgowe dla ptaków i nietoperzy. Pomiędzy ścieżkami znajdują się zarośnięte oczka wodne, liczne starodrzewy, spore polanki i wiaty dla spacerowiczów. Ustawione wzdłuż ścieżek tablice informacyjne przybliżają przyrodę i historię tego miejsca.

O śladach dawnej świetności zamku świadczą dziś m.in. ukryte w parku zarośnięte i prowadzące donikąd schodki, czy pozostałości tarasów widokowych. Parkowymi ścieżkami można dotrzeć także do ruin kaplicy pałacowej, której wspomnienie znajduje się już tylko na tablicy informacyjnej. 

Park zachwyca o każdej porze roku. Rosnące tu drzewa pamiętają pewnie niejedną historię, a już na pewno czasy po II wojnie światowej, kiedy to piękna rezydencja Hochbergów zamieniła się w ruinę. Najpierw zamieszkały tu wojska radzieckie, a część pomieszczeń przeznaczono na szpital frontowy. Kolejno rozgrabiano wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. W 1946 r. w zamku zainstalował się oddział Państwowego Urzędu Repatriacyjnego, a w dawnych arystokratycznych salonach koczowali repatrianci ze Wschodu. Pałac stracił gospodarza stając się łatwym celem dla szabrowników, którzy zrabowali wszystko: żyrandole, mosiężne klamki, bibeloty, świeczniki, z okien wyjęli nawet szyby. W 1948 r. utworzono tu  Państwowy Ośrodek Maszynowy (POM), a piękne komnaty zamieniono w magazyny. W 1958 r. pałac oddano do dyspozycji Wojewódzkiego Ośrodka Szkolenia Rolniczego. W latach 60. XX w. w dawnych pomieszczeniach folwarcznych powstało Przedsiębiorstwo Sprzętowo-Transportowe, a w latach 80. XX w. w dawnej części folwarcznej utworzono zakłady remontowe Wojewódzkiej Komendy Policji. Od 1995 r. teren ten pełnił funkcję bazy materiałowo-technicznej Wojewódzkiej Komendy Policji. W 1975 r. pałac wraz z parkiem przejęła Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Opolu, która w 1995 r. otrzymała status uniwersytetu. Pałac pozostaje w rękach Uniwersytetu po dziś dzień.

Początkowo zapał uczelni do uratowania zabytku był ogromny, udało się wyremontować przeciekający dach, zainstalowano rynny spustowe, wypełniono ubytki w elewacji i przystąpiono do prac mających na celu adaptację pomieszczeń na sale wykładowe i pokoje noclegowe. Jednak jak to w życiu bywa: z wielkimi planami wiążą się przeważnie wielkie pieniądze. Udało się wyremontować tylko park, a dawna rezydencja Mettichów i Hochbergów niestety po dziś dzień nie odzyskała swojej świetności.

Dach wygląda ok
cała reszta niestety strasznie 🙁

Mimo to „Zamczysko” ma swój niepowtarzalny urok. Co roku we wrześniu odbywają się tu Dąbrowskie Spotkania z Poezją Śpiewaną właśnie o nazwie „Zamczysko”.

W programie imprezy znajdują się ballady poetyckie, utwory kabaretowe, folkowe, a nawet rockowe. Nie brakuje oczywiście piosenek turystycznych. Przegląd promuje przede wszystkim działalność poetycką zespołów amatorskich z województwa opolskiego, ale na scenie gościły również wielkie gwiazdy takie jak:  Krystyna Prońko, Wolna Grupa Bukowina, Wojciech Gęsicki, Andrzej Sikorowski.

I my co roku tam jesteśmy! Podczas ubiegłorocznego „Zamczyska” zwiedzaliśmy zamek nocną porą. Było to niesamowite doświadczenie. Klimat stwarzało oświetlenie dziedzińca i wnętrz, do którego dobiegały koncertowe dźwięki i fantastyczny głos Grażyny Łobaszewskiej.

Gmina Dąbrowa w parku przy Zamku organizuje różne imprezy, jak choćby „Biegi Przełajowe” i „Zlot Klasyków”, poświęcony zabytkowym samochodom i motocyklom.

Tak nam strasznie żal, że zamek niszczeje. My z Milusią zgodnie stwierdziłyśmy, że mogłybyśmy w nim zamieszkać… Może… kiedyś … , a może kiedyś Zamek odzyska dawny blask i świetność, jak choćby Zamek Książ, czy Zamek w Pszczynie – dawne rezydencje Rodu Hochbergów?