Szlak Orlich Gniazd swoją nazwę zawdzięcza średniowiecznym zamkom, budowanym za czasów Króla Kazimierza Wielkiego, w celu ochrony Krakowa przez najazdem wojsk czeskich. Zamki budowano najczęściej na szczytach wzniesień, pośród trudno dostępnych skał wapiennych, stąd ich nazwa: „Orle Gniazda”.

Oprócz zamków, w lepszym i gorszym stanie, a czasem niestety tylko ruin, dziś na szlaku można podziwiać szereg innych atrakcji, jak zabytkowe budowle sakralne, jaskinie, ostańce skalne, niecodzienne wytwory przyrody, co czyni go niewątpliwie jednym z najbardziej malowniczych szlaków w Polsce. Długość szlaku, który biegnie przez teren Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej wynosi 164 km.

Oczywiście wszystkiego nie zdołalibyśmy zobaczyć w trakcie tygodniowego pobytu i wybraliśmy tylko niektóre miejsca, o których pisaliśmy osobno tutaj.

Nastawiliśmy się na typowo rekreacyjny wyjazd – bez pośpiechu i nadmiaru wrażeń (czytać: kilometrów), bo nasze dzieci niestety potrafią być marudne, no i obawialiśmy się czy Miluś da radę – w końcu to szczeniak. On akurat w ogóle nie wykazywał oznak niezadowolenia – wręcz przeciwnie – był świetnym kompanem i dzielnym piechurem na naszych ścieżkach, co potwierdziło, iż opis rasy, który opisywaliśmy tutaj okazał się zgodny z prawdą 🙂

Jako pierwszy odwiedziliśmy największy i najbardziej znany Zamek Ogrodzieniec w Podzamczu. Jego historia sięga XIV wieku! Wielu kojarzy go z „Janosikiem”, którego tu kręcono. Teren zamku był też planem filmowym ,,Zemsty” Andrzeja Wajdy, a w 2019 r. zamek stał się planem filmowym do Netflixowego ,,Wiedźmina”.

Zamek przez całe wakacje ma bogaty plan imprez i wydarzeń. Niestety, na Jurze byliśmy od niedzielnego popołudnia, a więc za  późno by móc uczestniczyć w Najeździe Barbarzyńców. Wydarzenie organizowane był w sobotę i niedzielę, no i nie udało nam się zobaczyć barwnej osady, pełnej Wikingów, Celtów, Bałtów i Słowian, z którymi wojownicy z różnych zakątków Europy stawali w szranki. Szkoda nam było tego wydarzenia, więc zaplanowaliśmy powrót do zamku w piątek, na Wieczór z Duchami !

Dobra rada: Jeśli chcecie załapać się na fajne wydarzenie na Zamku w Ogrodzieńcu, zaplanujcie to odpowiednio wcześniej! My byliśmy tu w poniedziałek – co było super, bo nie było tłumów ani kolejek do kasy i atrakcji w okolicy (opisane niżej), a w środę chcieliśmy przez Internet kupić bilety na Wieczór z Duchami – i było już za późno, bo wszystkie bilety zostały wyprzedane.

Może to lepiej? Dowiedzieliśmy się bowiem, że jedna z legend związanych z zamkiem mówi o wielkim czarnym psie, który nocą biega dookoła zamku, ciągnąc za sobą łańcuch, a jego oczy płoną! Zachowanie to sprawia, że wszystkie okoliczne psy chowają się w budach. Nie wiadomo jak zareagowałby na to nasz mały Miluś 🙂 Także, mimo iż nie dane nam było poczuć klimatu zamku nocą i tak odkrycie go było niezwykłą przygodą. Wchodząc na zamek kupiliśmy bilet łączony: zwiedzanie Zamku w Ogrodzieńcu oraz Grodu na Górze Birów. Jeszcze w drodze, dyskutowaliśmy z dziećmi, co komu przypomina kształt tych skał, widocznych z daleka.

Dinozaur jak nic. A Wy jak myślicie?

Milenka obstawiała kocią łapę, a ja z Miśkiem Dinozaura – okazało się, że ta grupa skał to Wielbłąd, zwany również Kaczorem lub Sfinksem.

Zaraz za suchą fosą na Dziedzińcu Pańskim złapał nas deszcz – schowaliśmy się pod zadaszeniem, gdzie nakarmiliśmy Milusia, a po 15 minutach znów wyszło piękne słońce. Przemierzając poszczególne sale zamkowe i pokonując liczne schody (z Milusiem na rękach – małe psy same nie dadzą tu rady) było naprawdę gorąco. Dzieci czytały nazwy poszczególnych pomieszczeń i wyobrażały sobie jak mogło wyglądać życie na takim zamku.

Po wyjściu na przedzamcze dzieciaki szybko pobiegły do Sali tortur. Znajduje się tu wys­tawa dawnych narzędzi tor­tur i tech­nik katows­kich z Krzesłem Czarownic, Hisz­pańskim Butem, Garotą (do duszenia ofiar), Kołyską Judasza i Żelazną Dziewicą.

Spędziliśmy na zamku sporo czasu, ale dzieci oczywiście ciągnęły nas dalej. Wokół atrakcji bowiem nie brakuje. Ustaliliśmy, że przed dalszym zwiedzaniem zjemy obiad. Przed wejściem na zamek znajduje się trakt dla turystów, w stylu Krupówek – gdzie kupić można wszystko. Można tu zjeść lody, zapiekanki, napić się kawy i stracić fortunę.

można nawet błyskawicznie zmienić kolor włosów 🙂

Można też pójść kawałek dalej (jak my) i zjeść pyszny obiad w przystępnych cenach, w pięknej urządzonej stodole, z bardzo ciekawym wystrojem, starymi kredensami, piecami, przyrządami do gotowania i wieloma ciekawymi akcesoriami. Bar Stodoła to gustownie urządzona restauracja z pysznym jedzeniem i oczywiście piwem regionalnym z Browaru Na Jurze 🙂 Nam wszystko tak smakowało, że wróciliśmy tu jeszcze raz na obiad innego dnia.

Po obiedzie poszliśmy spacerem na XIII wieczny Gród na Górze Birów, oddalony od Zamku Ogrodzieniec ok. 1,5 km. Po jedzeniu ciężko nam było się wdrapać na to malownicze wzgórze, ale widoki zrekompensowały trudy wspinaczki po schodach. Jest tu kilka punktów widokowych – z przepiękną panoramą na Jurę i na Zamek Ogrodzieniec, chata i wieża strażnicza z ekspozycją muzealną. Dzieci na koniec sturlały się z góry na dół i wróciliśmy jeszcze raz pod Zamek Ogrodzieniec.

Tyle schodów po takim obiedzie…
Warto było ! A ile radochy było z turlania się w dół !

Na koniec zostawiliśmy sobie jedną część Parku Rozrywki pod Parkiem Ogrodzieniec – a mianowicie Dom Legend i Strachów. Tu bez Milusia, który został na zewnątrz ze znajomymi, którzy nie mieli tyle odwagi co my 🙂 , przenieśliśmy się w świat baśni i legend Jury. Było super – tylko za krótko! Nie wiedzieć kiedy zrobiło się po 21:00 i tym sposobem pozostałe atrakcje wokół Ogrodzieńca zostawiliśmy na inny dzień.

Ogrodzieniec to istny raj dla dzieci! Oprócz Domu Legend i Strachów znajdziecie w Parku Rozrywki: Mini park linowy, Park Rozrywki z dmuchanymi zamkami, autodromem, parkiem linowym, dużym zamkiem rycerskim, małpim gajem, karuzelą wiedeńską, linarium, huśtawkami i zjeżdżalniami, park doświadczeń fizycznych, tor saneczkowy i Szlak Orlich Gniazd w miniaturze – w Parku miniatur Orodzieniec.

Za Parkiem Rozrywki znajduje się Adrenalinapark – znacznie większy niż w Podlesicach park linowy. Nie mogło nas tu zabraknąć! Misiek oczywiście wybrał trasę czerwoną, złożoną aż z 33 przeszkód o łącznej długości 400 metrów! Na trasie czekały go aż 4 tyrolki, liczne mosty, siatki, kładki, równoważnia, pętle i inne przeszkody. Mnie głowa bolała od samego patrzenia w górę 🙁 Milenka wybrała trasę zieloną – dla dzieci od szóstego roku życia, złożoną z 10 przeszkód o łącznej długości 100 metrów. Jak pokonała wszystkie przeszkody pobiegła jeszcze na największą siatkową trampolinę na jakiej była i mogła dowoli się wyskakać do czasu aż Misiek skończy swoją trasę. Nie wiem skąd dzieci biorą tyle siły? Może to przepiękne otoczenie Zamku w Ogrodzieńcu ma jakąś magiczną moc i dało im tą energię?

Innego dnia wybraliśmy się na Zamek Mirów (obecnie niedostępny do zwiedzania ze względu na prace zabezpieczające prowadzone na zlecenie rodziny Laseckich, która w 2004 r. zakupiła ruiny). Tu Grzesiek latał dronem, ja biegałam z aparatem i psem, a nasze dzieci w tym czasie wchodziły na wysokie ostańce przyprawiając mnie o palpitacje serca.

Rekonstrukcja zamku nie jest planowana, ale właściciele dążą do przystosowania go dla turystów, czyli zrobienia schodów, toalet, platformy widokowej, z której będzie można zobaczyć wieżę następnego zamku na Szlaku Orlich Gniazd w Olsztynie pod Częstochową. Zamek w Olsztynie odwiedziliśmy z dziećmi dwa lata temu, kiedy nie było jeszcze z nami Milusia – na końcu artykułu wstawimy kilka zdjęć i informacji o nim.

Cały Szlak Orlich Gniazd to genialna linia obronna średniowiecza z systemem 25 warowni królewskich wybudowanych między Krakowem a Częstochową, w takich odległościach, żeby zawsze z wieży jednego zamku można było zobaczyć wieżę następnego i przekazywać sobie informacje.

Spod ruin Zamku w Mirowie, przemierzając w mniej więcej pół godziny malowniczy szlak z licznymi i fantazyjnymi skałami Grzędy Mirowsko-Bobolickiej, pełnym wspaniałej roślinności i cudów natury, dotarliśmy do bliźniaczej warowni: Zamku Bobolice.

Ciekawostka: Oba zamki łączy tragiczna legenda. Władali nimi niegdyś bracia Mir i Bobol. Nieszczęśliwy romans Mira z żoną Bobola zakończył się bratobójstwem oraz zamurowaniem żywcem pięknej księżniczki, która podobno do dziś jako biała dama spogląda w stronę Mirowa z murów Zamku Bobolice.

Królewski Zamek Bobolice to jedna z najpiękniejszych warowni Szlaku Orlich Gniazd i jeden z największych symboli Jury. Zbudowany przez króla Kazimierza Wielkiego, na przestrzeni lat wielokrotnie zmieniał właścicieli. Mocno też ucierpiał w trakcie licznych najazdów, w tym najbardziej podczas Potopu Szwedzkiego, a także na skutek licznych błędów popełnionych podczas prób zabezpieczenia ruin w latach 30. XX wieku. Dziś, dzięki determinacji rodziny Laseckich, która w 1999 r. zakupiła ruiny zamek stał się jednym z najpiękniejszych przykładów niezwykłej metamorfozy! Dzięki prowadzonej na zlecenie rodziny ponad 13 letniej pieczołowitej rekonstrukcji, z ogromnej ruiny przeistoczył się w przepiękną warownię i obecnie każdy może go ujrzeć takim, jakim był w latach swojej największej świetności. Odbudowane izby, sale oraz stale doposażane w nowe eksponaty muzealne komnaty przyciągają turystów z całego świata. Przy Zamku w Bobolicach powstał popularny hotel oraz restauracja.

Oglądając zdjęcia sprzed i po rekonstrukcji zamku trudno uwierzyć, że jest to to samo miejsce.

Fot. z portalu @ZamekBobolice na FB Facebook.com/ZamekBobolice/photos

Zamek zwiedza się samodzielnie, a po trudach wędrówki przed drogą powrotną do Mirowa można posilić się lub napić w hotelowej restauracji.

Kolejne odwiedzone przez nas miejsce to ruiny Zamku Rycerskiego „Bąkowiec”, wzniesionego na skale na przełomie XIV i XV w. Ruiny znajdują się na terenie ośrodka szkoleniowo – wypoczynkowego Morsko Plus, obok którego przechodzą dwie najważniejsze, piesze trasy jurajskie: czerwono znakowany Szlak Orlich Gniazd oraz niebieski Szlak Warowni Jurajskich. Dziś wzniesioną na planie nieregularnego wieloboku warownię oglądać można tylko z zewnątrz, korzystając ze ścieżki dydaktycznej dookoła zamku. 

Radzimy uważać tu na mrówki z Bąkowca, które są dosłownie wszędzie, tworząc ogromne mrówcze kopce!

Nawet jedna z legend mówi o tym, że przyczyną opuszczenia zamku Bąkowiec w Morsku była inwazja mrówek. Nie dało się tam żyć przez tak liczne mrówcze plemię. No cóż … z zamku zostało to co widać, ale za to mrówki zostały tam do dziś. Latem jest ich ogrom! Nie wiemy jak zimą – może kiedyś się wybierzemy, bo obok ruin znajduje się stok narciarski z niewielkim wyciągiem!

Inna z tutejszych legend opowiada o rycerzu z Morska, który uwięził swoją córkę w lochu zamkowym, gdy ta zakochała się w ubogim chłopaku. Córka zmarła z głodu a młodzieniec postanowił się zemścić. Pod skałą zwaną Okiennikiem Wielkim, której oczywiście nie mogliśmy ominąć (dotarliśmy tam już po zachodzie słońca), zebrał ludzi i zaczął nękać zbójeckimi napadami mieszkańców zamku i okoliczną ludność. Pewnego dnia podczas burzy zaatakował warownię. W jej zdobyciu dopomogły mu pioruny, które nagle zaczęły bić w zamek niszcząc całą zabudowę i zabijając obrońców poza panem zamku. Wywleczono go z ruin i powieszono.
Od tego czasu podczas burz w ruinach pojawia się postać wisielca, a z głębi skały dochodzi szloch uwięzionej córki…

Okiennik Wielki

Okiennik Wielki to niezwykła grupa skał wymodelowana przez Matkę Naturę. Jej nazwa mówi sama za siebie. W potężnym skalnym murze przyroda „wybiła” okno – o głębokości około 7 i średnicy 5 metrów. My dotarliśmy tu wieczorem i mimo późnej pory spotkaliśmy tu miłośników wspinaczki, a nawet tyrolki, którzy wytyczyli tu kilka trudnych tras o wdzięcznych nazwach jak choćby: „Komin Kosmonautów”, „Super Akcja” czy „Śląski Filar”.

Na koniec, z odwiedzonych miejsc na Szlaku Orlich Gniazd – garść informacji o Zamku Olsztyn, który odwiedziliśmy dwa lata temu. Sporo pewnie się od tego czasu zmieniło (cały czas trwają tam prace badawcze, pozwalające na poznanie wielu reliktów i artefaktów z historii zamku, prace zabezpieczające i renowacyjne), zatem warto pojechać i na własne oczy go zobaczyć ! I w dzień i nocą prezentuje się magicznie.

Zamek Olsztyn nie leży na Mazurach, na co mogłaby wskazywać nazwa, a na Wyżynie Krakowsko -Częstochowskiej i jest jednym z najbardziej efektownych reliktów obiektów obronnych na Szlaku Orlich Gniazd.

Jedna z legend głosi, iż posiada on podziemne połączenie z klasztorem jasnogórskim, a w podziemnych rzekach można zobaczyć pływające złote kaczki.

Zamkowych legend jest całkiem sporo, najciekawsza dla nas znowu związana jest z psem, tym razem – mówiącym ludzkim głosem. W czasach, gdy zamek był już w ruinie, w jego pobliżu młody i biedny chłopak pasł krowy. Pewnego razu źli koledzy wrzucili mu czapkę do lochu zamkowego. Gdy chłopiec zszedł po nią do podziemi zobaczył tam czarnego psa, który według legendy pilnował ukrytych tam skarbów. Pies podobno przemówił do chłopca ludzkim głosem, a jego czapkę napełnił kosztownościami. Kiedy chłopak wyszedł na powierzchnię, jego koledzy zobaczyli skarby i również zapragnęli zostać obdarowani. Jeden z nich kazał zrzucić swoją czapkę do lochu i sam zszedł po nią. Nigdy jednak już nie powrócił, a od tej pory jego duch jest czasem widziany w pobliżu lochu.

Bilety na zamek nie są drogie, a pobyt tu gwarantuje wspaniałe przeżycia. Warto też śledzić stronę internetową zamku, bo organizowane są tu liczne imprezy i ciekawe wydarzenia. Dla miłośników historii, pięknych widoków to obowiązkowy punkt na mapie, który należy zobaczyć.

Ale nam te dzieci podrosły, dobrze że wciąż chcą z nami podróżować !