Wiosenny urlop nad Bałtykiem to nasza tradycja, którą podtrzymujemy od 2009 roku. Tylko dwa razy (niestety za sprawą pandemii) musieliśmy zrezygnować z “morza” wiosną.

Nie mając dzieci jeździliśmy nad morze sami w kwietniu, później już z dziećmi w maju, a od 2022 roku, jeździmy z dziećmi, psem i przyjaciółmi: na początku czerwca.

To wciąż wiosna i niewysoki sezon, więc wyjazdy są tańsze, morze i plaże są czyste, a wypoczywających jest mniej niż w wakacje. Planując urlopy staramy się jeździć w różne miejsca i dotąd nie zdarzyło nam się być dwa razy w tym samym hotelu, chociaż w miejscowościach już tak. Oczywiście wśród nich króluje Gdańsk, który odwiedzamy co roku.

Rok temu wiosenny urlop nad morzem spędziliśmy w apartamentach Holiday Park Resort w Ustroniu Morskim, co opisaliśmy tutaj. Ta sieć tak nam się spodobała, że zamarzyliśmy o ponownym pobycie w Holiday, no i udało się nam zarezerwować na 2023 rok tygodniowy pobyt, tym razem w domkach w Holiday Mielno Unieście.

Bardzo się ucieszyłam na powrót do Mielna, bo mam stąd fajne wspomnienia. Byliśmy tu w 2015 roku, z malutką wówczas Milusią i trochę większym Misiem. Dzieci nic z tego wyjazdu nie pamiętały, więc odkrywały Mielno zupełnie na nowo, a ja miałam okazję poobserwować co tu się od wtedy zmieniło. A zmieniło się – podobnie jak nasze dzieci, całkiem sporo.

Przede wszystkim Mielno w 2017 r. stało się miastem. Jest to najmłodsze miasto w województwie zachodniopomorskim, prężnie się rozwijające, bardzo “europejskie” i turystyczne. Przybyło tu mnóstwo nowych punktów gastronomicznych, kuszących atrakcji, sklepików z pamiątkami, nowoczesnych pensjonatów, wśród których jest także resort Holiday.

Wciąż w Mielnie istnieje wesołe miasteczko z charakterystycznym diabelskim młynem i różnymi karuzelami, które ominęliśmy, mając już na czerwiec zaplanowaną wizytę w Energylandii, ale dla rodzin z dziećmi to na pewno spory wabik.

Mielno położone nieopodal Koszalina promuje się jako miasto nad dwoma wodami i bez wątpienia jest to kolejny atut tego miejsca. Miasto położone między Morzem Bałtyckim a jeziorem Jamno wygląda z góry jak półwysep.

Nad jeziorem można wypożyczyć rowerki wodne, kajaki popływać łódką, motorówką albo statkiem. My wybraliśmy spacer z psem i lot dronem, ale z uwagi na ogromną ilość komarów, prawie z prędkością drona trzeba było oddalić się od jeziora.

Na inne zwiedzanie zdecydował się tylko tata Milusi, który uwielbia historię (zwłaszcza II wojny światowej) i wybrał się na wycieczkę Leśną Pętlą Przygód i Tajemnic, czyli ścieżkę przyrodniczo-rekreacyjną przez chronione tereny leśne, na których można napotkać wiele ciekawych punktów, nietypowe przeszkody i wojskowe schrony.

Mielno to bardzo popularna nadmorska miejscowość nazywana też „polską Ibizą”, ze względu na imprezowy klimat. Klimatu tego nie poczuliśmy dosłownie, bo resort Holiday położony jest na samym końcu Unieścia (obok jest pole dla kamperów), za to tuż przy zejściu na szeroką i mniej zatłoczoną niż w centrum plażę.

Do centrum – na główny deptak albo w inne dowolne miejsce można z Unieścia iść ulicą, plażą (ok. 3,5 km przenosząc się na ładną Promenadę Przyjaźni) albo pojechać meleksem za 5 zł od osoby, dla nas była to oczywiście jedna z atrakcji.

Wybierając się z dziećmi na główny deptak trzeba mieć portfel pełen pieniędzy, bo kusi tu dosłownie wszystko! W tym miejscu nawet przed sezonem jest bardzo tłoczno i rzeczywiście imprezowo: gra muzyka, co krok odbywają się różnego rodzaju pokazy i występy, kuszą ofertami atrakcje i restauracje.

Na kilka atrakcji dzieciom udało się nas namówić. Jedną z nich był Piernikowy Dom do góry nogami

Później odwiedziliśmy polecaną przez kierowcę naszego autka restaurację U rybaka, by koniecznie popróbować dań rybnych. Jedzenie było pyszne, prawie tak dobre jak drinki o dość ciekawych nazwach 🙂 Stąd już tylko kilka kroków nad samo morze, gdzie amatorów wodnych przygód nie brakuje, ani latem, ani wiosną ani nawet (a może zwłaszcza zimą)! Mielno to polska stolica morsowania i co roku odbywają się tu wielkie zloty fanów kąpieli w lodowatej wodzie. Cóż … dla mnie nawet w czerwcu woda była lodowata i skusiłam się jedynie na zamoczenie stóp, za to Misiek kąpał się codziennie.

Wracając do spokojniejszego Unieścia znajdziecie fajne miejsce z klimatem, czyli przystań rybacką. Przeszłam się tu z Milusiem plażą natrafiając najpierw na kutry, a wchodząc “na ląd” na mnóstwo sklepów z rybami pod każdą postacią.

Pisząc o atrakcjach muszę dodać, że mając ich tyle co oferuje sieć Holiday nie trzeba niczego dodatkowego planować, a czas i tak płynie bardzo szybko. Dzieci w wieku od 7 lat wzwyż świetnie radzą tu sobie same. Obiekt jest bezpieczny, strzeżony, przy każdym “osiedlu” znajdują się kolorowe place zabaw. Przed domkami są stoły, krzesła i leżaki, gdzie można obserwować tych młodszych, którym dodatkowo czas umilają animatorzy organizując różnego rodzaju animacje w kawiarni, sali zabaw i strefie basenowej. Dzieci nie będą się tu nudziły, codziennie realizowane są inne tematyczne gry i zabawy, warsztaty (warsztaty kulinarne są dodatkowo płatne), mini-disco i inne. Rodzice z kolei mogą skorzystać ze strefy SPA z sauną, basenem wewnętrznym i gabinetem masażu.

Wiedząc o tych jakże bezcennych udogodnieniach nastawiliśmy się na totalny wypoczynek, bez żadnych dalszych wypraw.

Każdy czasem tak po prostu potrzebuje: zwolnienia tempa, wyłączenia skrzynki mailowej, odcięcia od problemów, codziennych spraw, a nawet wiadomości “z kraju i ze świata”. Tutaj jest to możliwe – uwierzcie mi na słowo!

Z Milenką chodziłyśmy na poranną jogę,

z Milusiem kilka razy dziennie na spacery nad morze, gdzie jego ulubioną czynnością było oczywiście kopanie dołów i szaleństwa z napotkanymi psiakami – spotkaliśmy nawet niemal identycznego psa i ciężko było ich odróżnić i od siebie oderwać 🙂

Obowiązkowo były codzienne zachody słońca, a raz wstaliśmy (oczywiście bez dzieci) na wschód o godzinie 04:25, mając prawie całą plażę na wyłączność.

Do tego Miluś chodził z nami na plażowanie w ciągu dnia, ale gdy było za gorąco odprowadzaliśmy go do domku, gdzie chętnie odpoczywał od panujących upałów. Dzieci znalazły własny sposób na schłodzenie się 🙂

Z tego co zaobserwowaliśmy przed wysokim sezonem nie ma tu zakazu wyprowadzania psów na plażę, podobno w sezonie nie bardzo jest to tutaj możliwe i może skończyć się mandatem!

Dzieci codzienne, dzięki pięknej pogodzie szalały w basenach z podgrzewaną wodą ze zjeżdżalniami. Ja korzystałam i z basenów i z jacuzzi i ze świętego spokoju, bo nikt ode mnie nic nie chciał 🙂

Misiek grał z kolegami w waterpolo i chodził na siłownię, Milusia chodziła z koleżankami do sali zabaw z mnóstwem atrakcji, gier i automatów.

Wszyscy korzystaliśmy z hotelowych barów bistro oferujących pyszne dania obiadowe z pomidorówką i pizzą na czele, a na deser obowiązkowo z lodami i goframi. Poza tym dla dzieci codziennie była wata cukrowa i lody. Podobnie jak rok temu, chodziliśmy wieczorami na karaoke, gdzie nasza Milenka chętnie zabierała głos 🙂

Był czas na książkę na leżaku, czas dla przyjaciół i czas dla siebie.

Holiday jest przyjazny czworonożnym przyjacielom i Miluś miał tu także raj. Wnosząc opłatę za psa (60 zł za dobę) otrzymaliśmy specjalną flagę do naszego domku, ale i bez flagi nasz pies szybko szybko był znany w całej okolicy, bo kilka razy zdarzyło mu się zwiać z domku i brykać po trawie ku uciesze małych i dużych.

To co wyczyniał nad morzem nie sposób opisać, ale uwierzcie mi:

jeśli chcecie poczuć jak pachnie wiatr i słońce równocześnie nie ma przyjemniejszego zapachu niż futro psa tuż po powrocie z długiego spaceru z plaży.